Majówkowy wyjazd sprawił, że w mojej głowie kłębią się różne myśli. Poza tym, chyba znacie mnie już trochę i pewnie zauważyłyście, że ja cała jestem jednym wielkiem tworem myślowym. Stale mam coś na tapecie do przemyślenia, rozkładam różne kwestie na czynniki pierwsze. Taka moja uroda😉 Z drugiej jednak strony nie jest to takie złe, ponieważ pozwala krytycznie spojrzeć na siebie oraz przyjrzeć się lepiej sytuacjom, w których się znajduje.

 

Ale nie będę w tym artykule analizować siebie samej, choć to także mogłaby być ciekawa lektura 😉 Dziś skupię się na rzeczach/sytuacjach/cechach, których warto unikać, zwłaszcza w pracy w administracji. Nie chcę nazywać ich błędami, bo słowo błąd jest bardzo negatywnie nacechowane i niesie pejoratywne skojarzenia. Wolę użyć tu słowa: doświadczenie lub bolączka – prawda, że wydźwięk bardziej delikatny? Te kwestie, z którymi za chwilę się z Tobą podzielę, sprawiły, że mój awans odbył się wolniej, a ludzie zamiast lgnąć do mnie, raczej się odwracali. I znowu, z jednej strony żałuje, że dotarło to do mnie tak późno, ale z drugiej – jak mawiają mądrzy tego świata „lepiej późno niż wcale”. O co mi chodzi? Już wyjaśniam.

 

Rada 1: przemądrzałość.

 

Ja wiem wszystko i to najlepiej. Takie przekonanie towarzyszyło mi przez długi czas, a jego utemperowanie zajęło mi właściwie sporo czasu, a było to przedsięwzięzcie dokuczające. Pokora to taki must have w pracy, bo pozwala spojrzeć na wiele spraw z dystansu. Czy nawet w pracy? Zdecydowanie tak!

Każda osoba zarządzająca biurem ma dużą władzę. Jest swego rodzaju guru i ma nieco więcej uprawnień niż inni, a dodatkowo posiada protekcje szefa. I poprzez takie usytuowanie w firmowej strukturze nie trudno, aby uderzyła sodówka do głowy. Objawia się to obnoszeniem się z władzą i noszeniem głowy nieco wyżej niż inni. Wówczas nie ma mowy, aby podważać jej zdanie. Przecież ona wie najlepiej!

Moja mama bardzo często mi powtarzała, że „z wielką dupą zmieścisz się wszędzie, z wielką gęba już nie”.

To jest bardzo dobra rada i takie podsumowanie kwestii przemądrzałości. Pomyśl o tym. Jeśli Ciebie nie dotyczy, super. Jeśli znajdujesz, jakiś zalążek tego o czym mówię w sobie – przemyśl.

 

 

Rada 2: emocje.

 

Należę do osób, które pokazują swoje emocje. Choć teraz już umiem trzymać je na wodzy w sytuacjach tego wymagających. A takimi są te biznesowe. Jednak kiedyś miałam z tym duży problem. To własnie na emocjach opierałam swoją pracę. Spotykałam się z prezesami, szefami dużych firm i zrozumiałam, że emocjonalne podejście to złe rozwiązanie w pracy. Dlaczego?

W sytuacjach stresowych, np. podczas konfrontacji z innym pracownikiem moje emocje brały górę. Przez sporą ich dawkę nie było mowy o argumentach, zwłaszcza merytorycznych. Byłam więc na straconej pozycji. A do tego, przynam Ci się, zdarzało mi się krzyczeć, co jest niedopuszczalne na stanowisku managera, ponieważ odbiera szanse na zbudowanie tego, co najważniejsze – autorytetu. Nie wypadałam dobrze przed pracownikami, a co dopiero przed szefami. Odbierałam im asy w rękawie, by stanęli po mojej stronie. Przegrywałam..

Emocjonalność ma oczywiście dużo zalet, pokazuje człowieka jako kogoś, kto odczuwa, naturalnego, prawdziwego. W dzisiejszym wystylizowanym świecie prawdziwe emocje to skarb. Dzięki nim można zaprezentować swoją prawdziwą, szczerą stronę. Ja osobiście takich ludzi najbardziej cenię.  

ALE! w pracy emocje powinny być opanowane i umiejętnie wykorzystane. Bo jak pisałam Ci już wcześniej, zwłaszcza te negatywne mogą obrócić się przeciwko Tobie.

 

 

Rada 3: odbieranie wszystkiego personalnie.

 

Gdy zaczęłam pracę jako sekretarka, nie rozumiałam istoty procedur i ich ważnej roli, jaką pełnią w życiu firmy. Cóż, trudno mieć do siebie samej pretensji, niby skąd miałam to wiedzieć? Po kursie sekretarsko – asystenckim byłam gotowa do parzenia kawy i przygotowywania pism. To były skille, które przydały się na okresie próbnym, ale ja chciałam sięgać po więcej, więc takie podwaliny, nie dawały widoku na rychły awans.

Postanowiłam więc złamać narzucone procedury i stwierdziłam, że są głupie. Zamiast spróbować je zrozumieć i powoli wcielić w zawodowe życie. Nie poddałam tych procedur żadnej refleksji czy choćby zmianie. A przecież mogłam spróbować je do siebie dopasować. Łatwiej było się na nie po prostu obrazić. Poza tym uważałam, że są wymierzone we mnie. I dlatego typowy babski FOCH, był dużo łatwiejszy niż puknięcie się w głowę i zmianę podejścia.

To typowe – często odbieramy wszystko personalnie, a pracy, w naszym zawodowym domu niewiele kwestii dotyczy nas bezpośrednio. Im szybciej sobie to uświadomisz, tym szybciej staniesz się dojrzała zawodowo.

Dla Twojej pracy nie jesteś personalnie Asią Kowalską, która ma ciemne włosy i zielone oczy, lecz office managerem czy asystentką – powinnaś wypełniać rzetelnie swoje obowiązki zgodnie z opisem stanowiska.

Masz tworzyć z resztą zespołu sprawnie działający organizm – firmę. Nikt nie ocenia Ciebie personalnie, lecz zawsze w kontekście dobra firmy, pamiętaj o tym. Dodatkowo, musisz sobie uświadomić, że nie wszystko i nie wszyscy są przeciwko nam, to także sporo ułatwi 😉

 

 

Rada 4: „Błądzić jest rzeczą ludzką” (Seneka Starszy).

 

Już starożytni odkryli tę prawdę, którą czym prędzej powinnyśmy sobie uświadomić. Skoro już wiesz, o poprzednich przypadkach w mojej pracy, to łatwo się domyślasz, że przyznanie się do błędu też nie było łatwe. Bo przecież skoro jestem przemądrzała, drę buzię i do tego biurowy świat jest przeciwko mnie – to ja się nie mylę! No jak to! A przecież:

nie myli się ten, kto nic nie robi.

 

Nieważne na jakim etapie zawodowej drogi jesteś, daj sobie przestrzeń do popełniania błędów. Oczywiście, jako zarządzająca biurem możesz sobie pozwolić na inny kaliber błędów, niż dopiero zaczynając swoją administracyjną przygodę. Niemniej, każdy z nas, także Twój szef, popełnia błędy. Najważniejsze, aby wyciągać z nich wnioski. Warto również rozłożyć daną sytuację na czynniki pierwsze, aby dokładnie przeanalizować, gdzie doszło do naszego zaniedbania lub gdzie podjeliśmy niewłaściwą decyzję. To pomaga w przyszłości.

 

 

Rada 5: ja zrobię wszystko.

 

W pewnym momencie w swoim zawodowym życiu byłam tą osobą od brudnej roboty. „Przynieś, wynieś, pozamiataj” – full service. Kiedy sobie to uświadomiłam, nie czułam się fajnie. Problem z poczuciem własnej wartości ujawnia się tu idealnie. To jak same czujemy się ze sobą, szybciutko odkrywają inni (przypadkiem lub nie) i wykorzystują. Nie czarujmy się. Nie wszyscy mają dobre intencje, a niektórzy lubią robić, by się nie na robić. I dlatego robiłam wszystko za wszystkich.

Dopiero z biegiem czasu zrozumiałam, że odmawianie jest potrzebne. Okazało się, że mniej problemu sprawia mi powiedzenie nie, niż rozmyślanie jak odbierze to, ktoś inny. Dodatkowo, uświadomiłam sobie i zapamiętałam, że ludzie uwielbiają wykorzystywać innych, by osiągnać swój cel. Jeśli dajesz się wykorzystywać, to jesteś ofiarą samej siebie. Proste!

Dam Ci dobrą radę, na bazie własnych doświadczeń. Nie bierz więcej niż możesz i chcesz wykonać. Do dzisiaj śmieję się z samej siebie – w jednej z korporacji to, co robiłam sama, obecnie wykonuje 7 osób. Niezła skala, prawda? Pracowałam po 16h, nie mając czasu dla siebie i dla rodziny. Dziś wiem, mam tę pewność, że dałoby się rozegrać to zupełnie inaczej.

 

 

 

Myślę, że te powyższe pięć złotych rad ode mnie dla Ciebie, może okazać się fajnym drogowskazem na Twojej zawodowej drodze. Nie krępuj się, korzystaj z nich 😊 Nie idź drogą moich bolączek. Ułatw sobie drogę wykorzystując ścieżkę starszej po fachu koleżanki, która już przerobiła co trzeba i teraz Ci dobrze radzi 😉

 

 

Hej, jestem Ula i już 13 lat organizuję biurowe rewolucje. Pomagam dziewczynom, takim jak ja: zarządzającym biurami. Wspieram je w organizacji pracy, dokumentów i tworzeniu ścieżki rozwoju w administracji. Ja też kiedyś zaczynałam i wiem, jak to jest: uczyć się wszystkiego metodą prób i błędów. Dlatego swoją wiedzą i doświadczeniem, dziś chcę się dzielić z Tobą. Witaj w naszych Biurowych Rewolucjach!