Lata świetlne temu, hitem była raperska piosenka, której słowa leciały jakoś tak: „(…)wąska w pasie, dobrze pcha się(…)”. Jeśli jej nie znasz, to może i dobrze. Nie ma czego żałować. Za bardzo wpada w ucho i dosyć mocno działa na wyobraźnię, a jej przekaz jest w miarę jednoznaczny. Kojarzy mi się z pewnym stereotypem, którego sama wielokrotnie doświadczyłam na własnej skórze. Sama przed laty przezywana byłam znanym hasłem „szparka sekretarka”. Dokładnie wiem, jak to jest iść przez biuro z nalepką na plecach. Czy może raczej powinnam powiedzieć, że w innym miejscu…😉

 

Swoją przygodę jako Biurowa Rewolucjonistka zaczęłam dobre 15 lat temu. Gdy po kursie sekretarsko – asystenckim dostałam tę wymarzoną pracę, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Ze świata butów i torebek przeniosłam się w świat papierków, z którymi tak naprawdę miałam styczność już od dawna. Już jako 15–latka pisałam pierwsze pisma dla moich rodziców, a w szkole zdarzało mi się tworzyć niektórym dzieciakom wypracowania „na zlecenie”. Zawsze dużo pisałam, nawet wiersze do szuflady. Śmiesznie tak czasem po latach zajrzeć do swojego zeszytu z wierszami…

 

Dlatego właśnie ta praca wydawała mi się strzałem w dziesiątkę. Miałam poczucie, że to jest moje miejsce, że właśnie tam pasuję. I rzeczywiście ­– praca była wymarzona, rola idealna, tylko te przeszkadzające i ironiczne głosy wokół.

 

– Czym się zajmujesz?

– Jestem sekretarką!

– A to kawka, internet i piłowanie paznokci. Masz pewnie sporo wolnego czasu.

I ten mój ulubiony:

– O, a jak Twój szef lubi?

 

Stereotype w pracy sekretarki i asystentki

 

Ciekawe, czy czytając to, przypomniała Ci się jakaś własna historia lub przynajmniej kiedykolwiek o takiej czytałaś. Ja znam takich sporo. Część to moje korporacyjne opowieści, część zasłyszałam od innych. Na co dzień pracuję z ludźmi, głównie z asystentkami, sekretarkami i office managerami, które mają na ten temat wiele do powiedzenia. Z drugiej strony ­– pracuję też z szefami firm, budując dla nich efektywne biura i administracje. Jestem zatem w pewnym sensie po dwóch stronach barykady. Rozumiem jedną i drugą stronę, każdą na swój sposób i każdą staram się wspierać, na ile tylko mogę.

Taką rolę przyjęłam, jako Trener Administracji, Trener Mentalny i Audytor Zewnętrzny. Zależy mi, by obie strony tej biurowej układanki umiały siebie słuchać, wspierać się wzajemnie i razem tworzyć organizację, dla dobra wszystkich pracowników. Tylko takie podejście daje możliwość i pewność zarazem, że biuro firmy będzie działać efektywnie, sprawnie i z dbałością o interesy oraz bezpieczeństwo. Gdy jednak układanka się nie skleja, dzieją się choćby takie rzeczy, jak ta, o której zaraz Ci opowiem.

 

W biurowych czterech ścianach za zamkniętymi drzwiami

 

Historii o innych znam sporo, bo słucham ich podczas swoich szkoleń i warsztatów. Czasem sobie myślę, że niewiele już mnie zdziwi. Mnie, dziecko wielu korporacji, które – wydawałoby się – widzało już wiele. O jakże to złudne podejście. Wciąż są sprawy, które mnie zadziwiają, szokują, a nawet brzydzą.

 

Ostatnio miałam przyjemność uczestniczyć w dwóch wydarzeniach dedykowanych kobietom biznesu. Pojawiają się na nich kobiety z różnych branż. Tych z mojej, administracyjnej, także nie zabrakło, co oczywiście szczególnie mnie cieszy. Miałam tam przyjemność występować jako gość specjalny i opowiedzieć tym kobietom o biznesowym savoir vivre oraz dobrych praktykach w organizowaniu swojej pracy. Pod koniec wydarzenia podeszło do mnie kilka kobiet z branży. Uwielbiam takie spotkania na żywo, bo nie tylko mogę lepiej kogoś poznać, lecz także możemy wymienić się dobrą energią.

 

Kobiety zebrane wokół mnie opowiadały po krótce o sobie, o tym co je inspiruje do działania lub frustruje. Te rozmowy szczególnie lubię, bo jako typ zadaniowca, mogę od razu coś podpowiedzieć lub wskazać, z czego mógłby skorzystać w rozwijaniu swoich kompetencji. Takie podejście wymiany wiedzy i doświadczeń bardzo sobie cenię, nie lubię za to owijania w bawełnę.

 

Wspomniane wyżej kobiety mówią wprost: „mamy dosyć bagatelizowania i niedoceniania naszej biurowej pracy. Do tego te zbereźne żarty, tych mamy najwięcej. Jakby zupełnie nie liczono się z tym, że jestem kobietą, osobą, która także oczekuje docenienia, wsparcia czy zrozumienia”. Docenia się szczególnie działy sprzedaży, marketingu, a nas od czarnej roboty spycha na drugi tor. A przecież codziennie to my mierzymy się z biurowymi problemami, obrabiamy najpilniejsze dokumenty, to w naszych rękach zaczynają się i kończą procesy organizacyjne.

 

Stereotypy - Dlaczego tak trudno to zauważyć?

 

 

W swojej pracy stale mierzą się z dyskryminacją czy też dyskredytacją ich roli w organizacji.
I, najzwyczajniej w świecie, mają tego dosyć! Stoję, słucham i jak zawsze próbuję odpowiedzieć na powtarzające się wówczas pytania:

 

– Ula, jak sobie z tym radzić?

– Jak radzić sobie z tym ciągłym podejściem, że stanowisko asystenckie jest wciąż dla wielu tylko wizerunkowym stanowiskiem?

– Jak walczyć z plagą stereotypów, które krążą po sieci, w biurach czy w głowach samych szefów?

– W jaki sposób wyznaczać granicę z seksistowskimi żartami szefa?

– Co robić, by w końcu nas zauważono?

 

Przekraczanie granic

 

Jakieś dwa miesiące temu zgłosiła się do mnie w ramach konsultacji kobieta, nazwijmy ją Kunegunda. Imię celowo zmieniam, by w żaden sposób nie było skojarzeń z którąkolwiek z członkiń mojej grupy na Facebooku – Biurowe Rewolucjonistki

 

Otóż Kunegunda zgłosiła się do mnie, bo chciała znaleźć rozwiązanie bardzo niekomfortowej sytuacji. Była nią bardzo zmęczona i czuła ogromną bezsilność. Miała wrażenie, że tkwi w jakimś impasie i nie wie, jak z niego wyjść. Umówiłyśmy się wieczorową porą na konsultację poprzez skype. Byłam bardzo podekscytowana, bo każda indywidualna konsultacja to dla mnie niezwykłe wyzwanie. Mamy spokój i możemy bez skrępowania porozmawiać o wszystkim. Kiedy Kunegunda zaczęła w końcu opowiadać o swoim problemie, nie mogłam uwierzyć, że takie sytuacje jeszcze w ogóle mają miejsce. Byłam przekonana, że w dobie zmieniającego się biznesowego świata, takie zdarzenia to już historia. Wydawało mi się logiczne, że coś takiego dzieje się już tylko w filmach Barei. Pamiętasz, te sceny z sekretariatu? Niestety, jak się potem okazało, takich historii jest znacznie więcej.

 

Kunegunda mierzyła się z dosyć dużym kalibrem i absolutnie nie dziwię się, że pat w jakim się znalazła, najzwyczajniej w świecie ją dusił. Mnie doprowadziłby na skraj frustracji i pewnie skończyłoby się to ogromnym wybuchem. Ona także była już tego bliska, lecz starała się z tym jakoś zmierzyć i mam nadzieję, że stanie się dzięki temu inspiracją dla innych kobiet, które znajdują się w tego typu sytuacji. Kobiety są niesamowicie dzielnie i wytrwałe.

 

Kunegunda bardzo lubiła swoją pracę, przychodziła do niej rano z zadowoleniem. Budowała tę firmę, tworzyła jej biuro właściwie od zera. Ze wzruszeniem w oczach wspominała czasy pierwszych kartonów w biurze lub kupowanych biurek. Zupełnie jakby robiła to zaledwie wczoraj, a tak naprawdę te wspomnienia były sprzed 7 lat. Codzienne obowiązki niezwykle ją cieszyły. Spełniała się jako office manager i wierzyła, że ten czarny etap, w jakim się znalazła, najzwyczajniej minie. Jak przyszedł niespodziewanie, tak po prostu sam zniknie. Podskórnie wiedziała jednak, że to tylko złudzenie. Marzyła o tym, lecz takie bajki rzadko kiedy stają się prawdą. Przynajmniej tą korporacyjną. Ludzie korporacji coś o tym wiedzą.

 

Szef Kunegundy był człowiekiem o mocnym charakterze, twardo stąpającym po ziemi. Gdy jakieś kilka miesięcy temu pojawił się w firmie, nic nie zapowiadało takich zdarzeń. Pierwsze cztery tygodnie jego rządów były wręcz idealne. Według opisu Kunegundy, był to elegancki, szykowny pan z teczką w ręce, bardzo elokwentnie się wypowiadający. Jego podejście do ludzi zaskoczyło wszystkich. Wykazywał zainteresowanie osobami zatrudnionymi w firmie i starał się ich poznać. Zadawał dużo pytań, wpadał na spotkania, pytał swoich pracowników, jak może im pomóc. Takiego zachowania, czy wręcz maniery dyrektora zarządzającego, nie spodziewał się nikt. Starał się nawiązać ze wszystkimi kontakt. W dobie wyścigu szczurów, taki zainteresowany ludźmi szef to skarb. Pewnie, każdy by takiego chciał. Prawda?

 

#szefieszanuj, kampania społeczna

 

Wszyscy byli w biurze zdziwieni i bardzo liczyli na taką zmianę. Od dawna mieli dosyć autorytarnego modelu zarządzania. Kunegunda także. Chciała się rozwijać i wierzyła, że dzięki tej zmianie, będzie mogła w końcu powalczyć o budżet na szkolenia. Wierzyła też, że w końcu dostanie upragnioną podwyżkę. Kto w korporacji o tym nie marzy? Zwłaszcza na tym niższym szczeblu.

 

Niestety, po tych czterech tygodniach, odmierzonych co, do dnia. Wręcz jak w zegarku, szef zmienił swoje zachowanie. Jakby obrócił magicznym pierścieniem i wszystko zmieniło się od tak. Zamiast miłego, uprzejmego, dobrego człowieka nagle przyszedł do pracy ktoś zupełnie odmienny. Kunegunda zdała sobie sprawę, że jej 4–tygodniowe szczęście, ta jej wewnętrzna radość i nadzieja na rozwój, została wyrzucona na śmietnik. Mówiąc kolokwialnie, jakby dostała segregatorem w twarz. Najgorszą jednak zmianą był nie sam sposób bycia szefa o dwóch twarzach, lecz teksty, które każdego dnia serwował jak z rękawa.

 

– Czy możesz podać mi tę kawę z tej strony biurka?

– Czy spódnica nie powinna być krótsza?

– Może wybierzesz się ze mną na targi i wrócimy następnego dnia?

– A gdybym dał Ci podwyżkę, byłabyś dla mnie bardziej „otwarta”?

 

Z każdym dniem pracy, podteksty nabierały nowego wymiaru i stawały się coraz ostrzejsze. Możnaby powiedzieć, że ich siła rosła z każdym przyjściem do biura. Gorsze było jednak to, że do tego dochodził także dotyk. Dotyk przy podaniu kawy, dotyk łydki, nogi, niby niechcący, przez przypadek.

 

Opowiadająca mi to dziewczyna, po drugiej stronie ekranu, zmienia swoją postawę ciała. Ramiona opadają, sylwetka zaczyna się garbić, głos słabnie. Wypowiadając każde kolejne zdanie, przełyka ciężej ślinę. Widzę w jej oczach pustkę. Tego nawet monitor, Internet czy odległość między nami, nie mogą zamaskować. I wtem słyszę:

 

„I tak, pętla wokół mnie się zaciska. A ja w środku tej pętli. I uwierz mi Ula, próbowałam” – tłumaczy mi Kunegunda.

„Co najmniej 3 razy powiedziałam stanowcze nie. Lecz on sobie nic z tego nie robi. Ponoć żartuje. Tylko mnie takie żarty nie bawią. A szkoda mi tej pracy. Włożyłam w nią tyle serca, oddania i czasu. Wśród zespołu, obowiązków czuję się, jak ryba w wodzie. A szef, może i jest na jakiś czas. Może się zmieni. Tylko,czy i ja nie zmienię się przez to? Czy moje radzenie lub gorzej nie radzeniesobie z tą sytuacją, nie zmieni mnie na gorsze? Czy mój wstyd i wstręt nie sprawią, że się całkiem załamię?”

 

 

Nierówna walka o siebie samą

 

Początkowo, pracując z Kunegundą myślalam, że jej sytuacja będzie odosobniona. Bo przecież po akcjach #metoo, w Internecie w którym można szybko coś nagłośnić, w czasach walki kobiet z seksizmem, takie zdarzenia nie mogą mieć racji bytu. Wystawianie się w tak głupi sposób na ostracyzm, kary lub sąd wydawało mi się nielogiczne. Stwierdziłam, że to musi być jakiś kiepski żart, nieporozumienie lub przypadek. O, jak bardzo się myliłam.

 

Jestem w stałym kontakcie ze swoimi kobietami z grupy, z newslettera czy social mediów, postanowiłam zapytać ich o zdanie. Z ciekawości zrobiłam ankietę na swoim Instagramie i aż 92% kobiet odpowiedziało, że w swojej pracy spotkało się z gorszącymi stereotypami. Chwileczkę, to jeszcze nie wszystko. W wiadomościach prywatnych otrzymałam kilka historii podobnych do tej Kunegundy i uznałam, że nadal jesteśmy bardzo daleko od stanu idealnego.

 

  • Nadal w tej materii jest co robić.
  • Wciąż trzeba o tym mówić, pisać, upominać i edukować.
  • I koniecznie coś trzeba z tym w końcu zrobić!
  • Nadal pole do walki ze stereotypami i seksistowskim podejściem do sekretarki jest ogromne.

 

Nie ma znaczenia, czy kobieta pełni stanowisko sekretarki, asystentki, office managera, pracownika biurowego, asystentki zarządu czy jakiekolwiek inne. Taki sytuacje nie powinny mieć już nigdy miejsca! I nawet opisując tę historię do artykułu czuję emocje Kunegundy i innych kobiet, a przede wszystkim czuję złość i power do działania.

 

 

Teoretycznie, można by rzec, że rozwiązanie dla każdej z kobiet w takiej sytuacji jest jedno: zgłoszenie sprawy do sądu i domaganie się odszkowania. Jednak takie rozwiązanie jest tylko pozorne.

 

Po pierwsze, sama wiem, jak procedura sądowa wygląda i z jakimi innymi stereotypami podczas tej procedury trzeba się zmierzyć. Nie jest to łatwe, bo choć prawo się zmienia i w wielu przypadkach przepisy stanowią na korzyść pracownika, to urzędnicy nadal tkwią w schematach, a ich podejście do spraw mobbingu jest wciąż takie, jak we wspomnianych wcześniej filmach. Z nowoczesnym podejściem ma to niewiele wspólnego. Zapytasz, skąd wiem? To bardzo proste.

 

Mam swoją własną historię, tak jak Kunegunda. Sama przeszłam całą procedurę zgłaszania sprawy o mobbing. Od zgłoszenia w PIP do sprawy sądowej z pracodawcą. Wiem z czym to się je. I powiem wprost, trzeba mieć twardą skórę i dobre wsparcie, by przejść bez uszczerbku na zdrowiu. Tym psychicznym rzecz jasna. To element, którego nie da się wycenić, bezcenny. Okropnie żałuję, że nasz system nie ma takich zapisów, jakie można znaleźć w prawie amerykańskim, gdzie w przypadku stwierdzonego mobbingu kary są adekwatne do poniesionych faktycznie kosztów leczenia i wracania do zdrowia. Na tym polu, ustawodawca ma jeszcze wiele do zrobienia.

Ja jednak ten proces przeszłam, wygrałam, lecz co przysłowiowo „zjadłam” na tym, to moje. Do dziś mi dźwięczy w uszach zdanie pana z komisji w ZUS: „Chce nam pani wmówić, że jest pani w depresji? Przecież jak jest mobbing, to nie idzie się do sądu, tylko płacze w domu.”.

 

I jakie masz wrażenie po przeczytaniu tego? Mi aż skoczyło ciśnienie. Z trudem powstrzymałam się w tamtym momencie, by nie wybuchnąć. Mnie ta sytuacja utknęła w pamięci i jest dla mnie odzwierciedleniem obecnego podejścia do tych spraw i upośledzenia systemu. Ja w pierwszej sekundzie słysząc te zdania zdębiałam. A potem zapytałam pana wprost: „to co mam dać się zniszczyć, bo pan tego nie rozumie i woli, bym cierpiała w domowym zaciszu?”

 

Absurd, jakich widziałam w urzędniczym świecie wiele. Panu z ZUS się przeciwstawiłam, tak samo, jak pracodawcy. Możnaby napisać książkę o tym, jak urzędnicy zniechęcają ludzi do walki o swoje prawa. O urzędniczej bezczelności i ludzkiej bezsilności powinno się naprawdę kiedyś wydać książkę. A przecież to tacy sami ludzie jak my, których mobbing czy molestowanie także może kiedyś spotkać.

 

To nie jedyny przypadek braku pomocy z niewydolnego systemu edukacji samych urzędników. Dlatego właśnie, zamiast radzić Kunegundzie: leć do PIPu, wolałam z nią popracować, tak by zadbała o swoje bezpieczeństwo tu i teraz.

 

Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że takich historii, jak ta Kunegundy, znam sporo. I umówmy się: one są, były i pewnie będą. Pytanie jednak brzmi, co można z tym wszystkim zrobić?

 

Zakorzenione schematy

 

Na początku pochyliłabym się nad stereotypami, jakich w sieci o sekretarkach krąży całe mnóstwo. W niektórych ludziach ten stereotyp jest niezwykle silnie zakorzeniony. Być może sami go obserwowali w najbliższym otoczeniu przez lata.

 

Wystarczy wpisać w jakiejkolwiek wyszukiwarce internetowej słowo: sekretarka. Co wyskakuje w sekcji zdjęcia? Pierwsza linijka to pani siedząca ze słuchawką telefonu w ręce. Za to od drugiej linijki zdjęcia kobiet za biurkiem, na biurku, wypięte przed biurkiem, z wyeksponowanym biustem lub w kusej mini. Takich zdjęć jest mnóstwo. A w bankach zdjęć (nawet płatnych) jest takich jeszcze więcej. Płacisz za zdjęcie wulgarnej sekretarki. Dla mnie to zupełnie nielogiczne. Do jakich artykułów się tego używa? Choć może lepiej nie wiedzieć.

 

Stereotypy o sekretarkach w mediach społecznościowych

 

Idźmy jednak tym tropem dalej. W przypadku miedium społecznościowego, jakim jest Instagram, wpisując w wyszukiwarkę hashtagi: #sekretarka i #szparkasekretarka, również mamy całą kolekcję osobliwości. W przypadku pierwszego, wyskoczą różne zdjęcia dziewczyn pracujących w biurach. Jedne są całkiem normalne. Drugie zaś pozują z odsłoniętymi częściami ciała lub w pozach nie pozostawiających wiele dla wyobraźni. I te z kolei najszczęściej są oznaczone oznaczeniami: szparka sekretarka. Mało tego, znalazłam tam dwa profile o tej wdzięcznej nazwie i tam dziewczyny jasno piszą, że pracują jako sekretarki, a zdjęcia z gołym tyłkiem są tylko dodatkiem. Nie no, nazywajmy jednak rzeczy po imieniu.

 

I tu możemy się obrażać na zaleciałości rodem z PRL i podejście męskiej części populacji. To ona w latach głębokiej komuny wykorzystywała i nadużywała władzy, by owijać sobie wokół palca panie pracujące w roli sekretarki. Oczywiście takich przypadków było wiele. Takie były czasy, możnaby rzec. Przy czym absolutnie się z tym nie zgadzam – tak gwoli wyjaśnienia.

 

Z drugiej jednak strony, to my same, kobiety, tworzymy te stereotypy i pozwalamy im przenikać do umysłu płci przeciwnej. Świadomie, choć w przypadkach instagramowych „gwiazd” myślę, że świadomość gdzieś im uleciała przy robieniu zdjęcia, dajemy przyzwolenie na takie traktowanie nas. Stereotypy nie biorą się znikąd. Biorą się z czynów, zachowań, tworzonego wizerunku, nieporozumień. Później wszyscy słyszą o tym, że sekretarki są głupie, łatwe, mają tylko wyglądać dobrze i odpowiednio wulgarnie, a ich zadaniem jest zadowalanie szefa.

 

Brzmi ostro i strasznie, lecz prawda jest taka, że stereotypy mają podłoże w prawdziwych zdarzeniach. A wzmacnianie ich poprzez dodawanie takich zdjęć czy tekstów, tworzenie takiego wizerunku ­­– nawet dla żartu, w formie prześmiewczej – jest tylko wbijaniem sobie przysłowiowego gwoździa do przysłowiowej trumny. I to na własne życzenie.

 

Jednak, jeśli faktycznie chcemy coś w naszej biurowej branży zmienić i podjąć walkę z krzywdzącymi nas stereotypami, to nie ma się co na nie obrażać, lecz metodą małych kroków – zmieniać. Same nie znikną, nikt ich za nas nie zmieni. Od czego więc warto zacząć? Najlepiej od siebie!

 

Doceń się, kobieto!

  

Jak często sama nie doceniasz tego co robisz? Ile razy słyszałaś żarty na temat swojej pracy? Czy wstydzisz się tego, czym się zajmujesz? Chciałabym wierzyć, że odpowiedź, jaką masz na te pytania, jest przecząca. Że nigdy nie myślałaś o sobie: przerzucam tylko durne papierki. Chciałabym wierzyć, że nie usłyszałaś tekstu: jesteś tylko sekretarką. Ale nie łudzę się, że tak jest. Wiesz czemu? Bo statystyki mówią co innego.

Próbując pisać ten tekst, zbierałam mnóstwo myśli w głowie. Miałam tak wiele przykładów, tak wiele historii, że aż ciężko to wszystko zebrać. Poprosiłam o pomoc swoją drugą połówkę. Pytam: jak to zrobić Kochanie? Tego jest tak dużo i wszystko ważne! I sumie dostałam radę typową i bardzp w jego stylu.

 

„Wyobraź sobie, że stoisz przed dziewczynami, tak jak na jednym ze swoich szkoleń. One siedzą i patrzą na Ciebie. Masz zaraz przed nimi wystąpić i powiedzieć im o tych swoich doświadczeniach. Wtem, do sali wpadają 2 osobniki o wyglądzie Pudziana i zawijają Cię w kaftan bezpieczeństwa. A ty masz jedyne 20 sekund, by wykrzyczeć im to jedno, najważniejsze zdanie.”

 

Wybuchłam śmiechem i powiedziałam: chyba sobie żarty robisz. Przecież, gdyby coś takiego miało miejsca zapewne bym ich zwymyślała od tych najgorszych. Uśmiałam się do tej myśli jak nigdy. Jednak, po chwili, gdy już spoważniałam, zamknęłam oczy i zwizualizowałam sobie tę sytuację. I to co chciałabym przekazać Tobie i każdej sekretarce, asystentce czy office managerowi, to:

 

 

  

Niby oczywista oczywistość, bo czytając te słowa wiesz, że właśnie o to chodzi w pracy zawodowej. Robić to co się lubi i jeszcze na tym zarabiać. Jednak, jak często to naprawdę robisz? Jak często coś Cię kręci i jesteś z tego dumna?

 

Często, gdy czujesz rozczarowanie lub zawód, zastanawiasz się: co ja tu właściwie robię? Przecież codziennie robię to samo, a nikt nie dostrzega mojej pracy. No może szef czasem widzi, że zmieniłam kolor włosów z blond na czarny. Wtedy dostrzega mnie w tej robocie.

 

A ja Ci chcę powiedzieć, żebyś zamiast zastanawiać co tu robisz, zapytała samą siebie: co mnie kręci w tej pracy? Co w tych moich zadaniach daje mi satysfakcję? Co daje spełnienie? Nie mów mi, że nie ma absolutnie niczego. Może lubisz opracowywać umowy. Może lubisz organizację eventów. Może lubisz rozmowy motywacyjne z pracownikami? Cokolwiek, by to nie było, to może być twoja specjalizacja. Twój cel, by się rozwijać. Bycie Biurową Rewolucjonistką to dopiero początek przygody.

 

Tylko z otwartą głową będziesz w stanie znaleźć CEL w tym co Cię kręci i go realizować. Inaczej, jaki ta praca ma sens? Czy bez konkretnego, określonego celu znajdziesz chęci do codziennej pracy?

 

Asertywność w kieszeni

 

Czy wiesz, co jeszcze staje na Twojej drodze? Asertywność. Czy raczej – jej brak. Zapewne po przeczytaniu tego akapitu stwierdzisz, że szkoda Twojego czasu na dalszą lekturę. Nie obrażę się. Nazwijmy jednak rzeczy po imieniu: my kobiety jesteśmy najgorsze dla siebie. Jesteśmy wredne i jesteśmy największymi wrogami dla nas samych.

 

Bo kiedy dotrze do nas, że jesteśmy w czymś specjalistkami, to w ramach przypodobania się światu, dajemy mu sobie włazić na głowę. Czy to wypełniając za innych dokumenty, czy opisując faktyru za „bezradnych” kolegów, czy wypełniając setki innych – nie naszych – obowiązków. Przyznaj się, ile w ciągu dnia robisz rzeczy za kogoś? Policz sobie to! Pracujemy niemalże na 3 etaty i bierzemy wszystkie biurowe zadania, bo przecież musimy… Że co? Niby dlaczego?

 

Będąc dobrą samarytanką i rozdając bez ustanku biurowe łaskawości, nie zbudujesz sobie wizerunku profesjonalistki. Prędzej zjedzą Cię przy kserze, a Twój zapał przyduszą szufladą na papier. Odmawianie to wyższa szkoła jazdy, ale Ty chcesz sięgać po więcej, prawda? Asertywność to świetne narzędzie do realizowania Twojego pokręconego celu. Wykorzystaj je!

 

Także w sytuacji takiej, jak ta Kunegundy. Już od pierwszego mikrosygnału, że facet (a tym bardziej szef) przekracza cieńką granicę, należy stanowczo ukrócić jego zapał. Jeśli od pierwszego razu nie wypowiemy głośno naszego sprzeciwu, kolejne będą się zdarzały i bańka strachu będzie rosła. Nie dopuszczajmy do tego, by emocje i stres przejęły nad nami kontrolę ­– „nie” zawsze i bezwzględnie znaczy „nie”.

 

 

 

 

Dumną babką być

 

Wiesz, ja kiedyś, już całe lata temu, siedziałam w sekretariacie, przybijałam pieczątki i pozwalałam na wyśmiewanie się ze mnie za plecami: szparka sekretarka. Aż w końcu się wkurzyłam i zaczęłam głośno mówić o swoich poczynianiach. O tym co udało mi się osiągnąć. O tym, jak skutecznie działam. Mówiłam wprost, z wyprostowaną klatką piersiową, ile udało mi się zaoszczędzić w budżecie administracyjnym, albo jak ankiety pracownicze w moim dziale wyszły lepiej, niż w innym. Przytaczałam zapisy w umowie, które sama stworzyłam, a które uratowały firmę od strat we współpracy z poddostawcą. To były moje zasługi! Skoro nikt ich nie chwalił, to dlaczego sama nie miałam tego zrobić?

 

Gdybym siedziała, narzekała i mówiła: mam kiepską pracę, beznadziejnego szefa i świat mi nie sprzyja – nic by się w moim życiu nie zmieniło. Dalej tkwiłabym w schemacie bezbarwnej sekretarki, która czeka na oklaski. A przecież sama mogę sobie zaklaskać z dumy, prawda? Sama mogę docenić to, co osiągam i być dla siebie największym wsparciem.

 

Wiesz, życie płata nam różne figle. Raz przytula, raz okrywa cierniem. Osobiście więcej w życiu mam pod górkę (bo z panieńskiego jestem Górka), niż z górki. Ale to co było przekuwam, a przynajmniej codziennie nad tym pracuję, w to co będzie. Dlatego pomimo wszystko, a może na przekór: mam cel i wizję, umiem odmawiać, mówię o swojej pracy śmiało, dumnie i bijąc dla siebie brawo.

 

 

 

 

Dlatego i Ty: znajdź, bądź i mów! By zmieniać stereotypy, zmieniać podejście do naszej pracy i walczyć z nadużyciami, zmieniajmy najpierw siebie. Budujmy swoją pewność siebie. Stawiajmy stanowczo granice i twórzmy nowe środowiska pracy wokół.

 

Ktoś mógłby teraz powiedzieć: łatwiej powiedzieć niż zrobić. Oczywiście i absolutnie się tym zgadzam. Jednak to jest jak ze schudnięciem. Nie pozbędziesz się kilku nadprogramowych kilogramów, jeśli nie zaczniesz coś z tym robić. Samo od tak, sobie nie pójdzie. Dokładnie tak samo jest ze stereotypami. By zmniejszać ich rażącą i krzywdzącą moc, trzeba je odczarowywać.

 

Kobiety mają niesamowitą moc. Potrafią przenosić góry. Dlaczego by zatem tej ich siły nie wykorzystać w walce z krzywdzącymi stereotypami w biurowej pracy?

 

Bądź swoją przyjaciółką, kobieto. Zadbaj o swój profesjonalny wizerunek. Nie pozwalaj na złe traktowanie, na wykorzystywanie i przekraczanie granic. Pamiętaj, że praca to nie wszystko, ale gdy się w niej spełniasz, to będziesz szczęśliwsza. Zatem rozwijaj skrzydła i udowodnij światu, że stereotypy nie są już nic warte, a praca sekretarki, asystentki czy office managera jest tak samo ważna, odpowiedzialna i istotna, jak każda inna.

 

To ludzie tworzą wokół niej uprzedzenia i seksistowskie skojarzenia, które nie mają nic wspólnego z prawdą. Niech Twoja Biurowa Rewolucja się rozpocznie od dzisiaj!

 

 

#szefieszanuj kampania społeczna

 

Kampania #szefieszanuj ma na celu wspomóc walkę na rzecz odrzucenia stereotypów i mówienie wprost o zaletach pracy asystentki, jej wartości pracy i co dobrego wnosi do organizacji. Chcesz wspomóc te działania, udostępnij kampanię szerzej: www.szefieszanuj.pl

 

Fragment tego artykułu znalazł się w Głosie Mordoru: https://glosmordoru.pl/wp–content/uploads/2019/07/GM_44.pdf

 

Jeśli chciałabyś się podzielić historią, pisz do mnie śmiało na: biurowerewolucje@ursago.pl

 

 

 

Hej, jestem Ula i jestem pierwszym Trenerem Administracji w Polsce, Trenerem Mentalnym i Biurową Rewolucjonistką. Już 15 lat organizuję Biurowe Rewolucje. Pomagam osobom, takim jak ja: zarządzającym biurami. Wspieram je w organizacji pracy, dokumentów i tworzeniu ścieżki rozwoju w administracji. Ja też kiedyś zaczynałam i wiem, jak to jest: uczyć się wszystkiego metodą prób i błędów. Dlatego swoją wiedzą i doświadczeniem, dziś dzielę z Tobą. Witaj w naszych Biurowych Rewolucjach!

Sprawdź na czym polega mój autorski model DZA