Jaką karierę zawodową wybrać, by być absolutnie zadowoloną? Jak podołać w niej oczekiwaniom swoim i innych? Jak wybrać drogę zawodową, by niczego nie żałować?

 

Początkowo ten post miał być o tym jak wybrać zawodową ścieżkę ukierunkowaną na wybór administracji. Ale pomyślałam sobie, Ula kogo Ty chcesz oszukać? Siebie czy dziewczyny? Bo przecież nie może to być typowy coachingowy tekst o wyznaczaniu celów, strategii i motywacji.  Idealna ścieżka, ułożona i pokolorowana na kartce papieru, zdarza się tylko w filmach. A każdy rozsądnie myślący wie, że papier to jedno, a prawdziwe życie to drugie.

 

Dlatego zanim powiem Ci coś o tej rzeczonej świadomości wyboru, pozwól, że skrobnę coś o sobie. Tak dla wyrazistszego przykładu.

 

Kiedy byłam młodą dziewczynką marzyłam o byciu prawnikiem. Większość swojego życia dawałam innym łazić po sobie i złudnie wydawało mi się, że jeśli będę prawnikiem to będą mi wszyscy mogli …naskoczyć. Bo każdego kto znów mnie skrzywdzi, wsadzę dzięki konkretnym argumentom i sposobom do więzienia. Co mnie zniechęciło? Nauka i tony książek oraz godzin, jakie musiałabym spędzić, by dotrzeć do poziomu aplikanta. Podziwiam ludzi, którzy się na tę ścieżkę decydują. Ja nigdy nie miałam smykałki do książkowej teorii. Ja lubię mięso.

 

A że tego mięsa w dzieciństwie brakowało, to wiedziałam, że życie i tak już postawiło na mnie kropkę, bo muszę najzwyczajniej w świecie zebrać tyłek i iść natychmiast do pracy. I tak na drugi dzień po maturze, poszłam na swój pierwszy etat. Zresztą, pracowałam mając już 14 lat więc i ten etap po szkole był dla mnie naturalnym. Wyboru zbytniego nie miałam.

 

I tak moja pierwsza wymarzona praca na etacie to bycie sprzedawczykiem (celowo ironizuję, bo nienawidziłam tej roboty!). I choć nie mam nic do sprzedawców, to myślę, że niesmak wciskania butów na siłę (bo taki był rozkaz od szefa), absolutnie mnie od tej profesji odrzucił. Wiedziałam, że chcę pracować w biurze, przybijać pieczątki, odbierać telefony, chodzić na spotkania. Kolejne marzenie młodej dziewczynki. Siedzę, piję kawę i przerzucam papierki.

 

Dobra, przechodzę już do tego, co w świecie blogosfery nazywa się mięsem.

 

Wiedziałam, że jeśli znów nie wezmę dupy w troczki, zakasam rękawów i czegoś nie zrobię, to to się nie stanie. W moim życiu niczego za darmo nie było. Pracowałam w sklepie po 10h dziennie, w 3 weekendy w miesiącu, zarabiałam 620 zł. Tak to była moja 1 pensja, z czego 350 zł oddawałam na czynsz rodzicom (tak, tu też wyboru nie było!). A mimo to, zrobiłam kurs, który bramy niebios przede mną otworzył.

 

I jaki z tego morał Rowińska?

 

Jak to tam było w tym tytule: wybieraj świadomie wszystko co robisz? Tak, oczywiście, że mogłabym to zakończyć typowym: bierzcie i jedzcie z tego wszystkie. Mój „fenomenalny” przykład pokazuje, że jeśli chcesz coś dostać to stwórz sobie możliwość, by to mieć. Niby oczywista oczywistość, a nadal wiele z nas woli siedzieć, narzekać i nic z tym nie robić.

 

I to jest coś co mnie wkurza!

 

Idealnym wnioskiem byłoby teraz powiedzieć, jeśli tak jak ja kiedyś, jako ta dziewczynka w uciśnionym robotą świecie, masz marzenie o karierze, uznaniu, dobrych pieniądzach – to po prostu to zrób. A jeśli do tego w administracji to tym bardziej!

 

Tylko mam jeszcze jeden, taki maleńki przekaz do tego.

 

Każda z nas kiedyś zaczynała. Każda z nas ma inną wizję i misję wewnętrzną – własną. Jeśli administracja i zarządzanie biurem to praca, w której będziesz się czuła dobrze to wykorzystaj ją już przed samym startem. Myślisz sobie, by być managerem muszę być najpierw asystentką, by być asystentką pewnie powinnam być najpierw recepcjonistką. I to jest bardzo dobry trop. Gdzieś początek łańcucha musi być.

 

Kiedy na grupie Biurowych Rewolucjonistek (TU zresztą możesz dołączyć, jeśli chcesz) zapytałam, jak dziewczyny znalazły się w tej pracy, proporcje były równe. Część z przypadku, część świadomie, bo taką ścieżkę kariery wybrały i ją po prostu przeszły.

 

Czy przypadkowość jest zła?

 

Nie. Absolutnie. Myślę, że na niektóre rzeczy wpływu nie mamy. Trzeba najzwyczajniej czasem się temu poddać. Ale jeśli dopiero zaczynasz, tworzysz w sobie gdzieś myśl: chcę zacząć jako recepcjonistka. To daj szansę i sobie i tej pracy. Nie traktuj jej jak przypadek, etap przejściowy, coś co po prostu wypadło. Bohaterzy też kiedyś, gdzieś zaczynali, prawda?

 

Spróbuj wykorzystać jej atuty, szanse i potencjał, by otworzyć kolejne drzwi.

 

Nie chcę prawić morałów jak coach czy terapeuta (sama jestem po terapii, wiem co się z czym je, także w coachingu!). Ale nawet jeśli start to początek drogi to spróbuj wybrać z niej wszystkie smaczki i ciernie. Uwierz mi, wykorzystasz je później. To jest całe sedno świadomości. Pozwól sobie na myślenie co dalej i co możesz z tego wynieść, zamiast skupiać się na tym, że to tylko moment, to tylko na chwilę. Bo ta recepcja to przecież żaden start. Takie myślenie najzwyczajniej mnie wkurza i złości, bo wtedy jakość pracy jest po prostu żadna.

 

Jak można z zapałem pracować, gdy myśli się o swojej pracy jako o nieznaczącej robocie? 

 

Idealnym podejściem jest kreowanie swojej kariery od jej początku do końca. Jak to teraz często się powtarza, dzięki metodzie: wyznaczania celów. Ale jeśli nie wiesz jakie masz cele, to zamiast złościć się i zamykać na to co teraz, daj sobie szansę. Świadome budowanie jeszcze przyjdzie. Zdążysz. Początki bywają  wymagające. Piszę to, bo często nie widzę iskierki świadomości w budowaniu swojego rozwoju w dziewczynach, które właśnie zaczynają. Dlatego kiedyś napisałam wpis o tym, jak polubić robotę, by właśnie wyciągać z niej jak najwięcej. Możesz go przeczytać TU

 

Chcą więcej, natychmiast, na już i według tego co internetowy świat im pokazał.

 

Tymczasem realny świat bywa inny, trudniejszy, bardziej skomplikowany. I powiem Ci jedno: idealnych „obrazów” w żadnej pracy nie ma. Nie licz na to. Dlatego świadome kreowanie tego co chcemy w matce administracji daje szansę na więcej i więcej. Jeśli tylko będziemy robić to z głową i myślą, że chcemy więcej.

 

Jak ja kiedyś. Bez planu, bez pomysłu, ale z chęcią sięgania po więcej. Czy wyszłam na tym źle? Raczej nie. Choć pewnie wiele rzeczy zrobiłabym inaczej, nadal to była najlepsza ze ścieżek, jakie mogłam mieć. I sporo z nich sama sobie stworzyłam.

 

 

Dlatego, jeśli startujesz z rozbiegu w świat administracji to:

 

  1. Od razu myśl o tym co chciałabyś, albo słuchaj myśli przebiegających Ci przez głowę,
  2. Komunikuj od samego początku, że szukasz czegoś więcej, bo rozwój jest ważny,
  3. Wykorzystuj sytuacje, które Ci się nadarzają nawet te najmniejsze,
  4. Jeśli ich samych nie ma, kreuj i wytwarzaj je sama,
  5. A gdyby było Ci z czymś nie po drodze, odpuść, odłóż na półkę i pomyśl: nie ta to inna…administracja.

 

Bo przecież tak też może się zdarzyć prawda? Świadomość budowania ścieżki to nie tylko jedno miejsce, jedno działanie, jeden dzień. To etapy, których władczynią jesteś Ty!  Użyj tego do cholery 😉 A jeśli potrzebujesz wsparcia to w grupie siła. My, Biurowe Rewolucjonistki mamy swoją grupę, w której sobie nawzajem pomagamy. Chcesz to wpadaj!

 

 

 

Hej, jestem Ula i już 13 lat organizuję biurowe rewolucje. Pomagam dziewczynom, takim jak ja: zarządzającym biurami. Wspieram je w organizacji pracy, dokumentów i tworzeniu ścieżki rozwoju w administracji. Ja też kiedyś zaczynałam i wiem, jak to jest: uczyć się wszystkiego metodą prób i błędów. Dlatego swoją wiedzą i doświadczeniem, dziś chcę się dzielić z Tobą. Witaj w naszych Biurowych Rewolucjach!